Deviant Login Shop  Join deviantART for FREE Take the Tour
×

More from deviantART



Details

Submitted on
March 23, 2013
File Size
10.6 KB
Link
Thumb

Stats

Views
120 (1 today)
Favourites
0
Comments
2
Downloads
1
×
Wybiła pierwsza w nocy.
Ulquiorra wlókł się bez słowa ciemną uliczką pośród budynków największej pipidówy w granicach Las Noches. Dwa razy zaatakowały go jakieś, aktualnie świętej pamięci, ochlaptusy , trzecią grupę spławiła spojrzeniem pod tytułem „odliczanie do twej śmierci rozpoczęto 10…9..8..”. Bez słowa przeszedł przez wybite drzwi klatki schodowej, obrzygane schody i próg zamykanych metodą „na krzesło” drzwi mieszkanka. Olewając, tym razem nie śpiącego współlokatora walnął się na łóżko w ubraniu „roboczym” i zasnął, planując dnia kolejnego po raz pierwszy w życiu zaspać do pracy, albo najlepiej w ogóle tam nie iść.
Jego plany życiowe trafił szlag w momencie kiedy to właśnie miały się spełnić..a powodem był pewien piesek.


Plan Ucieczki – rozdział 1: „Dlaczego nie lubię szczeniaków”

Wszystko zaczęło się… wszystko w sensie, zupełnie wszystko, ale nie aż tak bardzo wszystko jak to by mogło się z poprzedniego kawałka tego zdania wydawać...no mowa o dniu kiedy Ulquiorra się „urodził”. Tak więc wszystko zaczęło się w pewnej niezwykle ciemnej części świata Hollowów, pewnego niezwykle mrocznego dnia. Jak już było wspomniane nasz kochany mały hollow przyszedł na ten ciemny zimny i cholernie piaszczysty świat na zadupiu totalnym. A naddatek jego rodzinka wykopała go z tego piekielnego Wąchocka wywołując u chłopaka kompleks alienacji od świata, maniakalne traktowanie wszystkich jakby miał ich w dupie i alergię na, jak to określał, murzynów. Cóż, wykopano go głownie dlatego że cała „rodzinka” byłą czarna a on jako jedyny miał śnieżno białą skórę, pancerz ochronny czy jak tam zwać to cholerstwo. Ale jeżeli nie nadarzyła by się sposobność i konkretny powód Ulquiorra mógłby bez przeszkód ze swoją familią mieszkać nadal. Niestety Ulquiorra miał nieszczęście pakować się w kłopotliwe sytuacje, jeszcze często zanim wróżyły one rychłe nadejście katastrofy. Innymi słowy od urodzenia miał strasznego pecha.
Dodatkowo jako że Ulek wyróżniał się nie tylko kolorem ale i dość marnym wzrostem, był przez starszych towarzyszy co chwila namawiany do pakowania się w tarapaty, czego parę razy o mało nie przepłacił życiem. Mimo, że jak ostatni głupol słuchał się kolegó, jaoś ciągnął... Aż do pewnego równie ciemnego jak wszystkie inne dnia kiedy to jeden z ważniejszych w rodzinie Hollowów przytaszczył na jej teren pewne drogie i dość rzadkie w tych okolicach wino….

Zanim jednak wrócimy do dnia kiedy Ulquiorra po raz pierwszy otworzył oczy i zrozumiał ze ta mała pokraczna istotka to właśnie on, oraz do paru innych mniej lub bardziej pechowych dni jakie nastąpiły w krótki czas po nim, skupmy się na chwili mniej więcej obecnej.

Pięć minut po tym jak udało mu się zasnąć z postanowieniem nie obudzenia się już nigdy w życiu, a co za tym szło trwałego zaspania do pracy, Ulquiorra został brutalnie obudzony lądując na podłodze. Współlokator za Chiny nie mógł znieść takiego olewania własnej osoby i po próbach krzyczenia i szarpania Ulkiem, po prostu zwalił go z łóżka kopiąc w nie. Tak że nosek biedaka miał bliskie spotkanie z posadzką a tyłek za chwile przygniotło mu jego posłanie. W braw oczekiwania Współlokatora, Ulquiorra nie zareagował na zaczepkę, i leżąc pod przewróconym meblem ciaśniej owinął się kołderką.
-No do jasnej cholery co tobie!?- usłyszał wrzask Współlokatora który na domiar złego wlazł na przewrócone łóżko przygniatając nim Ulquiorrą, tak że biedakowi zabrakło powietrza. Mimo to nie zareagował. Z odrętwienia i ataku depresji wyrwało go dopiero ciche szczeknięcie w korytarzu.
Łóżko, a co za tym idzie stojący na nim kolega z pokoju , wbiło się w sufit, Ulek zerwał się na równe nogi a w kierunku szczeknięcia poleciały 2 albo 3 cero.
-ZABIJĘ TEGO PSA ! TEGO CHOLERNEGO SZCZEKUNA! CHOLERNY WOREK SIERŚCI ZRUJNOWAŁ MI ŻYCIE!!!!
Piesek, przeczuwając zagrożenie, czym prędzej czmychnął na klatkę schodową i dalej na dwór, Ulquiorra z furią w oczach pognał za nim… to znaczy próbował. Przy progu pokoju wyrżnął o kołdrę w którą ciągle był zawinięty i przywalił czołem w zapomniany kubeł na śmieci walający się po korytarzu. Ogarnęła go ciemność i motylki po czym zemdlał w kałuży własnej krwi i kupce śmieci.


Dzień poprzedni, Ulquiorra stoi przed Aizenem starając się wyglądać poważnie. Aizen mówi że, ku spełnieniu jego marzeń, wyruszy do świata ludzi. Z powodu ataku radości i konieczności zachowania zimnej powagi to co Aizen mówi później dociera do chłopaka z lekkim opóźnieniem.
-Yammi Largo pójdzie z tobą, nie widziałem takiej potrzeby ale on chyba cię lubi, no wiesz za to że opiekujesz się jego pieskiem.- zabrzmiały słowa Aizena, a kiedy dotarły do osoby do której były skierowane i kiedy Yami wszedł do sali, mało brakowało a Ulquiorra by się przewrócił i zaczął beczeć.
Z opresji uratowała go niezwykle uradowana twarz Gina który gapił się na niego z za kolumny (kiedy on tu dotarł ... ?) , i mały Arranca stwierdził ze choćby się waliło i grzmiało nie da temu dupkowi satysfakcji obserwowania jak traci przed Aizenem swoją kamienną twarz i jego image się sypie.
-tak jest- odparł Ulquiorra hamując kolejny atak płaczu- Jednakże nie widzę powodu aby ktoś towarzyszył mi w tak prostej misji, doskonale dam sobie radę sam Aizen-sama –„niech się zgodzi niech się zgodzi no zgódź się debilu małpo jedna kretynie prrrroszę,” mówił w myślach,” ja nie chęcę iść z tym bezmózgiem”.
Ulquiorra nie obawiał się faktu że Yami jakoś przeszkodził by w jego planie ucieczki, ani że wyda go Aizenowi. Bał się, że kretyn zachce pójść z nim, a w całym Hueco Mundo była tylko jedna rzecz jakiej Ulquiorra nie cierpiał bardziej niż herbatek z Aizenen, mieszkania w walącym się bloku, Gina, Tousena i swoich współlokatorów razem wziętych… Były to chwile gdy Yammy Argo starał się za wszelką ceną z nim zaprzyjaźnić ..a raczej go „udomowić”.

Ulquiorra nie lubił Yammiego...Yammi w sumie Ulquiorry też nie, niemal się nie znali, ale facet, liczący sobie 3 mety wzrostu gruby gościu miał całkowitą i nieuleczalną manię na punkcie rzeczy milusich, a na nieszczęście Ulquiorry już od dnia gdy się poznali uznał go za najsłodszego Arrancara jakiego kiedykolwiek widział. Próbował go przytulić już jakoś 5 minut po ich pierwszym spotkaniu, łamiąc mu przy tym kila kości i ofiarował mu swojego cholernego szczeniak pod opieką. Facet miał szczeniaka jako fractio… to wiele mówiło o stanie umysłu… Dodatkowo, co tu dużo gadać, Yammy praktycznie powiedział Ulkowi w twarz że najchętniej przerobił by go na maskotkę i posadził na półce z pluszowymi misiami. Potem za każdym razem kiedy się spotykali Yammy dawał Ulkowi jakieś urocze prezenty próbował go pogłaskać..raz nawet cmoknął go w policzek. Nie było mowy o uciekaniu wraz z Ymmym. To by było jak spierdzielenie z piekła na jego niższy krąg, jak zgoda na eutanazję i wypchanie się trocinami oraz zostanie prywatną maskotką jakiegoś dewianta z fazą na punkcie śliczności.

Nie było takiej opcji żeby Yammy dowiedział się, że Ulquiorra zwiewa, nie było opcji żeby mógł choćby przeczuwać że po tym jak zniknie, przeżył..no przecież by go znalazł głupek. Yammy był kolejną osobą poza Aizenem i Taousenam która musiała być święcie przekonana ze Ulquiorra raz pięknie i definitywnie wykitował. A tu nagle okazuje się że jedna z osób od której chciał zwiać będzie mu towarzyszyć w podziękowaniu za opiekę nad szczeniakiem.
Aizen, co było do przewidzenie nie zgodził się z Ulquiorrą, po tym jak Yammy przedstawił mu swoje racje. W sensie „a czemu nie, chętnie się przewietrzę, a mały będzie miał towarzystwo” … mało brakowało a szli by z Yammim, jego psem i Ginem, bo jemu tez się nudziło. Ale Aizen nagle stwierdził że to był by zbyt głośny alarm na starym komputerku w bazie Shinigami.
:icon8fascinatingthoughts:
Życie na DA budzi się po północy.
Wracając,kilka literówek ale to nieważne.Podobają mi się te jego rodzaje spojrzeń.
Reply
:iconj-c-p:
J-C-P Featured By Owner Mar 24, 2013
:D
Rodzai spojrzeń będzie więcej.

Jestem strasznym dyslektykiem jak widzisz jakieś błędy to możesz wskazać gdzie :)
Reply
Add a Comment: